Podstawy

Opis zdjęcia, a w nim ważne dla nas słowa kluczowe Gazem Go ! ! !

Ręczne miotacze gazu obezwładniającego to urządzenia znane przynajmniej ze słyszenia chyba każdemu, kto interesuje się bronią i zagadnieniami samoobrony. Popularność sprawia, że funkcjonuje na ich temat wiele mitów...

Ręczne miotacze gazu obezwładniającego to urządzenia znane przynajmniej ze słyszenia chyba każdemu, kto interesuje się bronią i zagadnieniami samoobrony. Popularność sprawia, że funkcjonuje na ich temat wiele mitów... Jedni je lekceważą, inni z kolei przeceniają ich możliwości. Złośliwi twierdzą, że aby skutecznie obronić się gazem, należy skierować go wylotem w kierunku własnej twarzy i mieć nadzieję, że nikt nie będzie bił zapłakanego człowieka.

W dziedzinie środków obrony osobistej dokonuje się stały postęp i RMG (ręczne miotacze gazu) mogą już dziś stanowić stosunkowo skuteczne narzędzie obrony na wypadek chuligańskiego napadu. Idea funkcjonowania tych urządzeń jest stara jak świat. Rozpylenie drażniącej substancji w kierunku przeciwnika jest taktyką walki znaną od wieków. Sypnięcie w oczy piaskiem czy popiołem podczas pojedynku na broń białą jest najprostszym przykładem. Już w 428 r. p.n.e. (wojna peloponeska) w wojnie Sparty z Atenami palono mieszaninę wosku, smoły i siarki, która miała razić przeciwnika trującym i drażniącym dymem. Tak powstał pierwowzór bojowych środków trujących. W feudalnej Japonii wojownicy ninja (tak, oni istnieli naprawdę!) używali całej gamy oślepiających proszków zawierających piasek, popiół, pieprz oraz bardziej skomplikowane składniki specjalnie do tego celu wyprodukowane. Ciskali tym w oczy adwersarza, jeśli zawodziły inne metody. Podobne przeznaczenie miał ich „pistolet na wodę", będący w istocie dużą bambusową strzykawką pryskającą rozcieńczoną trucizną.

Budowa i zasada działania ręcznych miotaczy gazu jest prosta. Z reguły są to cienkościenne pojemniki wypełnione roztworem drażniącej substancji w nośniku oraz spodkiem wytłaczającym (np. CO,). Obecnie producenci dbają o to, by miotacze były ekologiczne (nie używa się już np. freonu), a roztwór był niepalny. Ma to znaczenie np. jeśli gaz będzie użyty przeciw osobie zapalającej akurat papierosa czy w pobliżu rozżarzonych przedmiotów). RMG nie bez przyczyny nazywane są „dezodorantami" tak wyglądają i tak należy ich używać. Zasadnicza różnica jest taka, że psikamy oczywiście w twarz przeciwnika. Pod pachą też podziała, ale może to potrwać chwile, której zwykle akurat wtedy nie mamy.

MIOTACZE CHEMICZNE

Poszczególne rodzaje RMG sporo się różnią między sobą. Na świecie niektóre z nich są zastrzeżone wyłącznie dla służb państwowych. W Polsce o ile będzie to miotacz ręczny i gaz obezwładniający (a nie sann w aerozolu) pełnoletnie osoby mogą go posiadać bez żadnych formalności. Można wyróżnić wiele kryteriów klasyfikacji tych urządzeń, ja skupię się na tych najistotniejszych z punktu widzenia skuteczności działania.

Jeśli chodzi o rodzaj substancji drażniącej możemy wyróżnić gazy chemiczne i biologiczne. Ten podział jest bardzo ważny.

RMG chemiczne powstały wcześniej, już w latach 60. używała ich Milicja Obywatelska. Najpowszechniej stosowane w nich substancje to CS i CN. Oba środki należą do grupy lakrymatorów bojowych środków trujących o działaniu drażniącym. Wywierają bardzo silny wpływ na zakończenia nerwowe oczu i błony śluzowe oraz górne drogi oddechowe. Ich działanie przemija (w zależności od stężenia i czasu ekspozycji) po kilku, czasem dopiero kilkudziesięciu minutach mogą też spowodować trwałe obrażenia.

CS to oznaczenie chlorobenzylidenomakmodwunitrylu, działającego silnie lakrymatora. Powoduje on łzawienie oczu, uczucie obecności ciała obcego pod powiekami, kichanie, kaszel, ślinotok, ból skóry. Już bardzo krótkie przebywanie w zasięgu takiego gazu skutkuje pierwszymi objawami. Działa drażniąco w stężeniu od 0,001 mg/dm/min. Stężenie śmiertelne wynosi około 61 mg/ dm/min. Z dostępnych powszechnie miotaczy tego typu nie uzyska się oczywiście dawki śmiertelnej. CS bywa także oznaczany skrótami CB, OSBM, OCBM lub CBM.

CN z kolei to chloroacetofenon działający drażniąco w stężeniu od 0,005 mg/ dm/min. Śmiertelna dawka wynosi około 85 mg/dmVmin. Działa podobnie do CS, oznaczany bywa też CAP lub 0saltz. Do tej samej grupy należy też CR dwubenzooksazepina, ale środek ten nie jest dopuszczony do użytku cywilnego.

Pamiętać należy, że substancje te są szkodliwe dla zdrowia. Jeśli chemiczny miotacz gazu zostanie użyty nieprawidłowo, tj. ze zbyt bliskiej odległości, może spowodować uszkodzenia gałki ocznej do trwałej ślepoty włącznie, stany zapalne skóry, zaburzenia oddychania. Wszystko zależy od tego, jakie stężenie lakrymator osiągnie przy twarzy osoby rażonej. Ponadto u niektórych może wystąpić równie groźna w skutkach reakcja alergiczna. Bywały w Polsce tego typu przypadki podczas stosowania RMG zarówno jako broni, jak i narzędzia głupich żartów np. w szkole. To jednak nie jedyna wada gazów CS czy CN. Okazało się, że lakrymatory nie działają dostatecznie skutecznie na osoby będące pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, a nawet na takie, u których występuje w danej chwili bardzo wysoki poziom adrenaliny. Tacy osobnicy są w ogóle bardzo trudni do obezwładnienia. Są przede wszystkim znacznie bardziej odporni na wszelkie bodźce bólowe, ich układ nerwowy inaczej je odbiera. To odnosi się także do wymienionych gazów, które drażnią zakończenia nerwowe. Oczywiście wszystko zależy od stężenia, ale było wiele przypadków, kiedy strzelano do pijanych napastników z broni gazowej lub pryskano z miotacza i nie było żadnej reakcji.

MIOTACZE PIEPRZOWE Nową generacją indywidualnych spodków obrony są gazy biologiczne, tzw. pieprzowe. Użyto w nich zupełnie innego rodzaju środka drażniącego: OC (oleoresin capsicum). Jest to ekstrakt z łupiny ziarna pieprzu, zwany potocznie olejkiem pieprzowym.

Substancją czynną tego wyciągu jest kapsaicyna alkaloid występujący tylko w pieprzu tureckim, czyli papryce rocznej. Kapsaicyna działa bardzo silnie, sama w sobie jest bezwonna i nie ma indywidualnego smaku, jednak wywołuje u ludzi uczucie pieczenia już w roztworze wodnym 1:100000. Działa na wszystkie błony śluzowe i skórę w jej co wrażliwszych miejscach. Nie wykryto do tej pory stężenia śmiertelnego kapsaicyny nawet w stężeniu, które zapewnia bardzo silne działanie obezwładniające, nie powoduje ona żadnych trwałych uszkodzeń ciała. Oczywiście, jak w przypadku wszystkich substancji bioaktywnych nie można wykluczyć odczynów alergicznych, a problemy mogą też wystąpić w przypadku użycia miotacza OC przeciw osobom chorym na astmę. Nawet jednak w takim przypadku działanie miotacza pieprzowego jest nieporównywalnie mniej groźne dla życia niż w przypadku chemicznego sprayu. Kapsaicyna jest od dawna wykorzystywana w medycynie i przemyśle farmakologicznym oraz spożywczym. Gaz pieprzowy daje też dużo lepsze efekty w obezwładnianiu napastników odurzonych lub furiatów o wysokim poziomie adrenaliny we krwi. Amerykańskie źródła zaliczają kapsaicynę do grupy tzw. inflamatorów, których działanie też jest drażniące, ale w inny sposób niż np. chemicznych lakrymatorów nie jest bowiem uzależnione od indywidualnego progu wrażliwości na ból. Niektórzy producenci stosują pieprz syntetyczny, o nazwie handlowej PAVA, w różnych stężeniach. Badania organoleptyczne nie wykazują większych różnic między nim a naturalnym pieprzem, ale zawsze co oryginał,to nie podróbka.

CHEMIA CZY BIOLOGIA?

Jaki więc gaz wybrać? Chemiczny czy biologiczny? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Amerykańskie policję i żandarmeria wojskowa odeszły całkowicie od miotaczy gazowych jako wyposażenie indywidualne funkcjonariuszy stosują już tylko miotacze OC. Na polskim rynku wybór RMG jest niemały, jednak naprawdę ciężko dostać sprzęt profesjonalny. Coraz mniej wśród nich miotaczy CS, a CN zawsze były rzadkością. Większość tanich i popularnych gazów dostępnych na naszym rynku zarówno biologicznych, jak i chemicznych jest produkcji niemieckiej. Na podstawie własnych doświadczeń mogę stwierdzić, że nie są one zbyt skuteczne. Stężenie substancji aktywnej jest z reguły dość małe. Spośród gazów CS przyzwoite wydały mi się francuskie. Mają one często najwyższe stężenie dopuszczone do wolnego obrotu we Francji, tj. 2% CS. W grupie pieprzowych zaś zdecydowanie prym wiodą amerykańskie, bo większość niemieckich służy jedynie do odstraszania psów. W USA dostępne są także miotacze wypełnione mieszanką gazu CS i pieprzowego. Często uzupełniane są one o znaczniki widoczne gołym okiem lub w świetle ultrafioletowym. Służy to oznaczeniu napastnika, ułatwiającemu późniejszą jego identyfikację.

Reasumując na ogół skuteczniejsze są miotacze pieprzowe, pod warunkiem jednak, że zawierają odpowiednio wysokie stężenie kapsaicyny. I tu zaczyna się kłopot jak zweryfikować ilość substancji drażniącej w miotaczu? W gazach chemicznych podaje się jej ilość w miligramach lub procentowy udział w roztworze. Należy wybierać te, które mają te wartości jak największe. W miotaczach z kapsaicyna jest trochę inaczej. Samo stężenie procentowe OC nie świadczy jeszcze o skuteczności gazu. Ekstrakt może być otrzymywany z różnych odmian pieprzu i zawierać różną ilość kapsaicyny, a przez to mieć różną ostrość. Ostrość olejku OC określa się w jednostkach SHU (Scoville Heat Unit), od nazwiska farmakologa Wilbura Scoville'a, który opracował organoleptyczną metodę badania ostrości OC. Czysta kapsaicyna ma ostrość około 15 milionów SHU. Moim zdaniem optymalne parametry gazów przeznaczonych do obezwładniania ludzi to roztwór 10% olejku OC o ostrości 2milionów SHU takie stężenie stosowane jest przez wielu producentów profesjonalnych miotaczy pieprzowych. Oznacza to, że w całej zawartości puszki mamy 10% olejku OC, o ostrości 2 milionów SHU. 10% OC i 2 miliony SHU to optymalne wartości do samoobrony, ale w zależności od potrzeb można stosować także inne. Amerykańskie policyjne RMG firmy Fox Labs zawierają tylko 2% OC, ale za to o ostrości 5,3 miliona SHU. Powoduje to, że działają piorunująco, ale dzięki niskiej zawartości OC ich efekty szybko ustępują już po około 15 minutach. Jest to szczególnie ważne w przypadku stosowania tych środków przez policję, która musi agresora skutecznie obezwładnić, ale nie ma czasu potem godzinami doprowadzać go do porządku. Niektórzy producenci obok lub zamiast procentowego składu OC i jego ostrości podają wielkość będącą nie jako wypadkową powyższych. Jest to procentowy udział substancji czynnej kapsaicyny w ekstrakcie OC, np. „1.34% Capsaicinoids". Taki zapis jest równoznaczny z 10% OC o ostrości 2 milionów SHU, czyli naszej wartości optymalnej. Oznacza to, że w puszce jest 10 procentowy roztwór OC, a z tych 10% składnik aktywny kapsaicyna stanowi 13,4%. Dla 10% OC o ostrości l miliona SHU wartość ta wynosi około 0,39%, dla 10% OC i 3 milionów SHU to około 2%. Czasami zamiast pełnej nazwy używany jest skrót CRC (Capsaicin and Related Capsaicinoids) wartości pozostają te same. Problem w tym, że niewielu producentów je podaje. Pozwala to jednak odróżnić rzetelne firmy od tych, które traktują każdego klienta jak dyletanta.

CIENIE RMG

Największym mankamentem wszystkich rozpylaczy jest zależność ich działania od warunków atmosferycznych. Decydując się na jego użycie, trzeba uwzględniać dwa podstawowe warunki skuteczności jego działania. Po pierwsze, RMG musi zawierać skuteczną substancje drażniącą. Po drugie, musi wyrzucać ją w taki sposób, żeby można było odpowiednią jej dawką osiągnąć twarz napastnika. To drugie zależy niestety w dużej mierze od pogody. Wiatr, deszcz, śnieg, znaczna wilgotność powietrza, jego zanieczyszczenie to wszystko może sprawić, że nie możemy podziałać na oponenta dostateczną ilością gazu, a sami możemy od niego ucierpieć.

MGŁA, ŻEL CZY PIANA?

Aby zminimalizować te wadę, producenci stosują różne zabiegi. Po pierwsze, używają specjalnych substancji nośnych. Podstawowy typ sprayu obezwładniającego ma postać mgły. Rozpyla gaz na drobne cząstki, tworząc rzadki aerozol, który może one być łatwo wdychany, działając na błony śluzowe górnych dróg oddechowych. Taki gaz działa równie dobrze na oczy i skórę, jak na drogi oddechowe. Jeśli pojemnik jest dostatecznie duży, można razić nim grupy osób. Ma to duże znaczenie dla formacji policyjnych i ochrony. Zastosowany w pomieszczeniach, powoduje niestety duże ich skażenie, ponadto w ciasnych przestrzeniach jego działanie łatwo może obrócić się przeciw nam. Tego typy gazu nie wolno rozpylać w windzie, samochodzie, małym pokoju. Jeśli jednak jesteśmy na powietrzu, mgłą łatwiej trafić napastnika, bo nie wymaga dokładnego celowania pod warunkiem, że nie ma wiatru. Porywisty wiatr szybko zmienia kierunek i rozprasza obłok gazowy. Receptą może być odpowiednie zagęszczanie nośnika. Miotacz wyrzuca wtedy gęstsze i cięższe krople. W krańcowym przypadku wytłaczana substancja ma postać płynu, którym pryska się z pojemnika. To są właśnie owe sławne miotacze żelowe, choć tak naprawdę wyrzucanej substancji do konsystencji żelu jeszcze daleko. Strumień gęstej cieczy jest mniej podatny na wiatr, co nie znaczy jednak, że nie jest podatny wcale!

Płynny nośnik znacznie redukuje ryzyko cofnięcia się gazu na naszą twarz. Nawet jeśli do tego dojdzie, jest on wtedy mniej rozpylony i razi tylko osoby, które bezpośrednio znajdą się w jego zasięgu. Cząstki nie są unoszone przez powietrze, szybciej opadają na ziemię. Z tego względu miotacz żelowy przeznaczony jest raczej do obezwładniania pojedynczych osób (to zależy jeszcze od kształtu strumienia). Dodatkową zaletą jest możność użycia w zamkniętych pomieszczeniach ale też tylko do pewnego stopnia, o czym wielu nieostrożnych przekonuje się na własnej skórze. Płynny gaz bowiem paruje najintensywniej oczywiście wtedy, gdy osiądzie na powierzchni cieplejszej od siebie (np. na ciele ludzkim). Niektóre są specjalnie tak opracowane, że odparowują błyskawicznie po wydostaniu się z puszki na wolne powietrze. Tak działają np. francuskie żele CS dostępne w Polsce. Na instrukcji obsługi (przynajmniej tej polskojęzycznej) widnieje zalecenie, by kierować wylot w pierś atakującego. Chodzi zapewne o to, by żel osadził się na ubraniu i parował na twarz. Osobiście uważam, że nie jest to najlepsza technika użycia tego sprzętu. Żel musiałby zawierać bardzo stężony gaz lub osadzić się w bardzo dużej ilości, by tak użyty zadziałał skutecznie. Według mnie należy jednak celować w twarz, a jeśli żel częściowo osiądzie na ubraniu, to tym lepiej.

Bardzo efektywny rodzaj RMG to piana. Konsystencją przypomina ona piankę do golenia. Jest chyba najbardziej odporna na kaprysy pogody, można ją stosować w zamkniętych pomieszczeniach sklepach, bankach, środkach komunikacji. Piana nie powoduje znacznego skażenia pomieszczeń, obezwładnia tylko kontaktowo osoby bezpośrednio trafione.

CHMURA, STOŻEK, WIĄZKA, CZY STRUMIEŃ?

Istotnymi czynnikami skutecznej obrony przy pomocy RMG jest ciśnienie w puszce i kształt miotanego strumienia. Łącznie decydują one o zasięgu i łatwości celowania. Ciśnienie substancji wytłaczającej niestety często jest pomijane w informacjach od wytwórców i trudno cokolwiek o nim powiedzieć, dopóki miotacza nie użyjemy. Im jest ono większe, tym pojemnik wyrzuca gaz z większą prędkością i na dalszą odległość. Daje to możliwość zachowania większego dystansu od napastnika, a jemu daje mniej czasu na reakcję ma mniejszą szansę zrobienia uniku lub zasłonięcia twarzy. Kształt strumienia jest zaś istotny z punktu widzenia zadań, do których konkretny RMG jest przeznaczony i zależy od rodzaju dyszy rozpylającej, a po części też od konsystencji roztworu. Najpopularniejsza chyba jest forma chmury, która w pewnej odległości od wylotu tworzy dość regularny obłok. W dużych miotaczach obłok służy do obezwładniania grup osób. Dysza tworząca chmurę ma kształt prostopadłościanu.

Inny rodzaj strumienia to stożek. Tworzy go dysza o takim właśnie przekroju. Przy wylocie gaz transportowany jest skupioną wiązką, która potem równomiernie się rozszerza. Przeznaczony jest głównie do obezwładniania pojedynczych osób.

Do rażenia celów indywidualnych nadaje się też strumień w postaci cienkiej wiązki, wyrzucany z głowicy o bardzo małym otworze w kształcie walca. Stosowany jest najczęściej w gazach żelowych. W praktyce jednak, patrząc na samą dyszę miotacza, nie jesteśmy jeszcze w stanie dokładnie określić, jaki rodzaj strumienia będzie z niego wyrzucany. Tak naprawdę przekonamy się o tym dopiero po pierwszym użyciu. Są jeszcze głowice wytłaczające o bardziej złożonych kształtach, z przegrodami, w formie kilku osobnych otworów itd.

UWAGA NA DYSZE!

Sporym problemem związanym z głowicami miotającymi jest ich podatność na zatykanie, które może przesądzić o skuteczności akcji obronnej. Do zatykania dysz może dojść przy noszeniu gazu w kieszeni dysza może zostać zatkana np. zmechaconymi cząstkami materiału lub innymi zanieczyszczeniami mechanicznymi. Niekorzystnie na sprawność miotacza wpływa także zaleganie w otworze dyszy resztek substancji z poprzedniego użycia dotyczy to zwłaszcza żelu. Oczywiście im dysza większa, tym trudniej ją zatkać, a łatwiej wyczyścić. W praktyce zaczopowanie otworu uniemożliwiające użycie rozpylacza nie zdarza się jednak często. Dla pewności należy okresowo sprawdzać stan dyszy, przedmuchiwać i czyścić głowicę.

RMG W PRAKTYCE

Dla potrzeb niniejszego artykułu przeprowadziłem pewne, bardzo ograniczonej natury, testy kilku powszechnie dostępnych w Polsce modeli RMG z różnymi głowicami, różnej pojemności i zawartością różnej gęstości. Były to:

+ 40 ml niemiecki gaz CS NATO (często kupowany od pokątnych handlarzy) w formie mgły, strumień typu chmurka, + 50 ml niemiecki gaz pieprzowy KO, gęsta mgła, strumień typu stożek,

+ 75 ml amerykański żel pieprzowy Ayenger, strumień typu cienka wiązka. Wszystkie gazy były nieużywane, sprawdzane zaś w dość trudnych warunkach pogodowych. Temperatura wynosiła około +10°C, wiał jednak dość silny (starczył na około 5 sęk.). Z wiatrem działał wyraźnie lepiej.

Znacznie lepiej sprawiał się KO. Kiedy wiatr przycichł, strumień leciał wyraźnie skupiony przez pierwszy metr, po czym zaczynał się rozpraszać, by po 3 m osiągnąć maksymalne rozproszenie. Mocniejszy podmuch zredukował jednak zasięg do niespełna l ,5 m. To i tak nieźle, bo ciśnienie było na tyle duże, że mogłem w porę uciec przed cofającym się obłokiem gazowym. Zawartość puszki zużyła się równie szybko, co w poprzednim testowanym modelu. Ostatnim testowanym miotaczem był żelowy Avenger 75 ml gęstej zawiesiny OC. Ten właściwie tryskał, nie rozpylał tylko przez kilkanaście centymetrów gaz tworzył jednolitą wiązkę, potem strumień rozdzielał się na duże i gęste krople. Na wietrze zaczynały one gwałtownie opadać w odległości 2 m od wylotu. Miotacz żelowy okazał się znacznie bardziej ekonomiczny od pozostałych, czas skutecznego użycia wynosił kilkanaście sekund. Dodam, że wszystkie testowane RMG przewidziane były do obezwładniania pojedynczych osób.

Wnioski były łatwe do przewidzenia od samego początku. Najskuteczniejszy w akcji obronnej w tych warunkach okazał się miotacz żelowy, zarazem największy i najdroższy z testowanych.

Nie porównywano stężenia substancji drażniącej, tylko sposób wyrzucania gazu w dość trudnych warunkach zewnętrznych. Pamiętajmy, że te mogą przecież być znacznie gorsze (kiedy np. oprócz wiatru pada deszcz czy śnieg). Pozytywnie zaskoczył mnie KO, przewidziany zresztą do obrony przed psami jak na tak tani gaz (kosztował 15 PLN), miotał naprawdę nieźle. Mały NATO 40 ml to nieporozumienie, jeśli chodzi o sprzęt obronny, chyba że w bardzo dogodnych warunkach atmosferycznych. Na jego usprawiedliwienie mogę dodać tylko to, że i tak był przeterminowany od 16 miesięcy, co mogło mieć wpływ na mniejsze ciśnienie. Kupując gaz należy zawsze pamiętać o sprawdzeniu daty przydatności do użycia jej brak na opakowaniu natychmiast dyskwalifikuje oferowany miotacz. Gazy chemiczne tworzą w puszce bardzo agresywne środowisko, przez co po pewnym czasie pojemniki stają się nieszczelne. Ponadto zarówno w tych RMG, jak i w pieprzowych, po pewnym czasie zleżala substancja aktywna traci właściwości drażniące. Wspomniany NATO podczas testu tylko lekko podrażnił moje drogi oddechowe, podczas gdy ten sam miotacz, ale świeży, należy do dość silnych. Po upływie daty ważności RMG należy bezwzględnie wymienić na nowy, niezależnie od tego, czy był używany, czy nie.

DEZODORANT, PISTOLET CZY PAŁKA?

Tradycyjne motacze gazu mają postać pojemnika z głowicą wyrzucającą kształtu podobnego do dezodorantu. Istnieje jednak wiele modeli o odmiennym wyglądzie. Ostatnio dość popularne w Polsce są tzw. pistolety RMG, reklamowane czasem jako „broń gazowa", chociaż nie mają z nią nic wspólnego.

Prawdziwy pistolet czy rewolwer gazowy jest bronią palną, od ostrej poza kilkoma szczegółami budowy odróżnia go tylko to, że z lufy zamiast pocisku wylatuje skrystalizowany gaz, którego cząstki sublimują w powietrzu. Wspomniane „pistolety" zaś" to małe pojemniczki pod ciśnieniem (aerozole) z gazem, które ukryte są w obudowie przypominającej broń palną. Działa to tak, jak działać może 20mililitrowy miotacz gazu czyli dość licho. Producenci i sprzedawcy podkreślają, że ten sprzęt działa odstraszająco już samym wyglądem. To bardzo zła taktyka. Żadna broń nie powinna służyć do straszenia jeśli już w ogóle się ją wyciąga, to tylko po to, by jej zdecydowanie i skutecznie użyć.

Jestem zagorzałym przeciwnikiem noszenia czegokolwiek, co wygląda na prawdziwą broń, a nią nie jest. Nie wiadomo, jak zareaguje na to przeciwnik i otoczenie. Jeden się przestraszy i ucieknie, drugi powie: „No i to strzelaj!", a trzeci wyciągnie swój pistolet i nas zastrzeli. A już zupełnie niedobrze będzie, gdy przy okazji postrzeli nas osoba trzecia (np. podejmujący interwencję funkcjonariusz lub postronny obserwator, przekonany, że działa w obronie koniecznej).

W polskich sklepach można niekiedy znaleźć pałki gazowe, głównie produkcji niemieckiej. Są one przeważnie wykonane z gumy, z wydrążonym w środku kanałem, którym wyrzucany jest z końcówki gaz. Aerozolowy pojemniczek znajduje się w rękojeści. Zapas gazu jest niewielki, a co gorj sza nad końcem gumowej pałki dość trudno zapanować i możemy sami sobie wypuścić obłok gazu w twarz. Napastnik też może ją wygiąć i skierować strumień gazu w bezpiecznym dla siebie kierunku, co powoduje, że stosowanie tego typu przyrządu mija się (dosłownie) z celem.

Ciekawym modelem miotacza jest urządzenie o nazwie Guardian Angel produkcji szwajcarskiej. Przypomina on kolorowe pudełko z przyciskiem w środku i w ogóle nie wygląda jak broń. Ma dwie dysze, z których wystrzeliwuje po jednym ładunku zawiesiny OC z dużą prędkością (wg producenta 145 km/h). Gaz nie jest dozowany z pojemnika pod ciśnieniem, lecz wyrzucany przez pironabój tak, jak ma to miejsce przy nadmuchiwaniu poduszek powietrznych w samochodach. W tradycyjnych modelach ciśnienie może spas'ć pod wpływem niskich temperatur, tu ten problem nie występuje. Duża prędkość wyrzutu substancji zapewnia dobrą odporność na wiatr. Strzelałem z tego gazu przy silnym wietrze i rzeczywiście płyn był rozwiewany dopiero po ok. 7 m. Producent podaje maksymalny skuteczny zasięg 4 m, zaś optymalny 2,5 m. Celny strzał wymaga dość dokładnego wymierzenia, jednak przy zachowaniu zimnej krwi, na dystansie tych 2,5 m jest to na pewno możliwe. Przed tak szybkim strumieniem przeciwnik nie zdąży się uchylić ani zasłonić. Wadami tego urządzenia są jego jednorazowość (nie można go na nowo ładować, po dwóch strzałach jest do wyrzucenia) oraz to, że ma tylko dwa ładunki.

JAKI RMG?

Na tak zadane pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, co nam jest potrzebne i w jakich warunkach będzie używane. Tego oczywiście nie można do końca przewidzieć, ale na pewno inny miotacz przyda się taksówkarzowi, a inny nocnemu spacerowiczowi. Każdy musi sam zdecydować, jaka konsystencja i kształt strumienia są dla niego najodpowiedniejsze. Ważne, by miotacz miał odpowiednio duże stężenie środka drażniącego i dostateczny zasięg. Przy tym samym składzie na pewno skuteczniejszy będzie RMG o większej pojemności, niż jakieś maleństwo. Wyrzuca on więcej gazu i na dalszą odległość, a w razie czego można poprawić drugą porcją gazu. W polskich sklepach do nabycia są pojemniki różnej wielkości, od 20 ml do półlitrowych. Miałem kiedyś dwa wielkie RMG: 300 i 200 ml. Przypominały małe gaśnice samochodowe, ale to były najskuteczniejsze rozpylacze do obrony na wolnym powietrzu, jakimi kiedykolwiek dysponowałem. Do noszenia to one się niezbyt nadawały, ale jak już trzeba było popsikać...

Większość tanich gazów (np. niemieckich) dostępnych w naszych sklepach działa podobnie. To znaczy podobnie słabo. Owszem, poprawnie użyte w standardowej sytuacji mogą się sprawdzić. Lepiej jednak poszukać sprzętu bardziej profesjonalnego, przeznaczonego np. dla służb policyjnych i ochrony z pieprzowych gazów z reguły dobre są amerykańskie. Takie RMG są jednak u nas ciągle jeszcze słabo dostępne, ponadto są drogie (do kilkuset PLN nawet). Ale czy na bezpieczeństwie warto oszczędzać?

TECHNIKA I TAKTYKA UŻYCIA

Zagadnienia taktyczne są w przypadku RMG bardzo ważne: nieskuteczna próba obrony często jest gorsza niż jej całkowity brak, bo tylko rozsierdzi bandytę. Jeśli już zachodzi potrzeba użycia jakiejkolwiek broni, musi to być działanie skuteczne! Obrona jest najefektywniejsza, jeśli jest dla atakującego zaskoczeniem. W żadnym razie nie należy go ostrzegać o możliwości użycia miotacza, nie powinien go w ogóle zobaczyć, póki nie będzie już za późno! Oczywiście zasada ta odnosi się do cywilów, gdyż stosowanie przez funkcjonariuszy gazu obezwładniającego jako środka przymusu bezpośredniego jest szczegółowo regulowane przepisami. RMG trzeba nosić tak, żeby był zawsze pod ręką. Los bywa złośliwy i możemy zostać zaatakowani w chwili, kiedy się tego najmniej spodziewamy. Kilkakrotnie byłem świadkiem sytuacji, w której do sklepu z bronią przychodziła kobieta i mówiła: „Chciałabym jakiś' gaz, tylko jak najmniejszy, żeby mi nie ciążył w torebce. No i jakiś' tani...". Rada dla pań: nie noście żadnego sprzętu obronnego w torebce. To po nią najpierw sięgnie złodziej, nie zdążycie nic wyciągnąć! Nie ma czasu na szukanie. Najlepsze efekty daje wyprzedzenie ataku. Trudno trafić gazem w oczy kogoś', kto już nas bije czy szarpie, dużo łatwiej w takiej sytuacji zagazować samego siebie. Obrona będzie skuteczniejsza, jeśli użyjemy RMG kiedy bandyta będzie się do nas dopiero zbliżał. Tu uwaga: takie działanie może być uznane za przekroczenie granic obrony koniecznej (nie nastąpił jeszcze zamach), nawet kiedy będą wyraźne przesłanki świadczące o złych zamiarach chuligana. Częstym błędem jest pryskanie gazem ze zbyt dużej odległości. To oczywiście zależy od naszego miotacza, ale z reguły wtedy zbyt mała ilos'ć substancji dociera do celu, adwersarz zastaje uprzedzony o posiadaniu przez nas gazu a mała pojemność RMG może nie pozwolić na poprawkę. Trzeba zachować zimną krew i pozwolić napastnikowi podejść dość blisko, bacząc jednak aby nie zdążył nas uderzyć, zatkać wylotu RMG ręką czy skierować go w naszą stronę. Z bliższego dystansu trafi go bardziej skoncentrowany strumień, będzie miał mniej czasu na reakcję.

Przeciwdziałania atakowi nie wolno sprowadzić do spryskania gazem agresora! Gaz daje jedynie chwilową przewagę taktyczną, którą należy wykorzystać natychmiast na ucieczkę lub podjęcie innych działań obronnych, bo raz potraktowany gazem przeciwnik na pewno nie da drugiej szansy. Specjaliści nie zaliczają zastosowania RMG do technik kończących starcie, a jedynie do trików taktycznych, mających na celu zdezorientowanie napastnika, by bez przeszkód podjąć dalsze działania.

Wypada też wspomnieć o RMG jako środku obrony przed agresywnymi zwierzętami. Od początku istnienia były używane przeciw atakującym psom. Gazy chemiczne dawały różne efekty, od zerowego do przypadków uśmiercenia psa włącznie. Środki OC przynoszą znacznie lepsze rezultaty i są bardziej humanitarne. W USA są stosowane przez myśliwych i turystów do odstraszania niedźwiedzi grizzly. Używane do tego celu modele charakteryzują się dużym stężeniem OC, ogromną pojemnością i zasięgiem.

Nie chcę nikogo namawiać ani zniechęcać do używania RMG. Pamiętajmy, że każda broń warta jest tyle, co umiejętność jej skutecznego użycia przez posiadacza. Jeśli w sytuacji bezpośredniego ataku ofiara popadnie w panikę, to żaden gaz, paralizator czy pistolet sam z siebie nie da jej szansy wyjścia cało z opresji. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy zaatakowany będzie w stanie zachować zimną krew. Jeśli zdecyduje się na noszenie jakiegoś środka obrony, miotacz gazu może być dobrym rozwiązaniem. Warunkiem jest to, że będzie to model dobrej jakości, a właściciel będzie potrafił zrobić z niego odpowiedni użytek. Nikt nie powinien się łudzić, że RMG pozwoli obronić się przed napadem zdeterminowanych gangsterów czy grupy szalikowców.

Wszystko zależy jednak od sytuacji. W rozmowie z przedstawicielem firmy handlującej m.in. gazami dowiedziałem się, że niektórzy pracownicy ochrony byli bardzo zadowoleni z posiadania profesjonalnych miotaczy, których użycie stanowiło czasem jedyną alternatywę dla użycia broni palnej. Gazy obezwładniające na pewno nie są środkiem doskonałym i w pełni uniwersalnym, ale przy odpowiedniej determinacji mogą dawać szansę obrony przed ulicznymi zbirami.

Dziękuję firmom Magnum i Gold Elektronik z Poznania za pomoc w napisaniu powyższego tekstu.

Piotr Doba

Artykuł opublikowany został w czasopiśmie "Strzał" z czerwca 2004 roku.


Opis zdjęcia, a w nim ważne dla nas słowa kluczowe

____________________________________________________________________________

Kapsaicyna (nazwa systematyczna: trans-8-metylo-N-wanilino-6-nonenamid, C18H27NO3) - organiczny związek chemiczny, alkaloid "pikantności", odpowiedzialny za ostry, piekący smak papryki chili. Związek ten działa na receptory bólu (nocyreceptory) oraz błonę śluzową, powodując uczucie pieczenia i ostrości w jamie ustnej.

Ilość kapsaicyny w danej potrawie, czyli jej ostrość, jest mierzona w SHU (skali Scoville'a).

Kapsaicyna została po raz pierwszy wyodrębniona i zbadana w 1846 przez amerykańskiego chemika L.T. Thresha.

Analogiczne do kapsaicyny związki, zwane kapsaicynoidami, o bardzo zbliżonej strukturze chemicznej, są odpowiedzialne za ostry smak pieprzu czarnego, papryki ostrej, kurkumy i wielu innych ostrych przypraw korzennych. Związki te to m.in.: 7-metylo-N-wanilino-oktamidy; 9-metylo-N-wanilino-dekamidy.

Wszystkie one są jednak mniej efektywne od samej kapsaicyny w sensie nadawania potrawom pikantnego smaku.

Kapsaicyna jest przede wszystkim stosowana jako dodatek nadający żywności pikantny smak. Czystej kapsaicyny nie można jednak nabyć jako przyprawy, ze względu na jej toksyczność w większych dawkach. Jest ona jednak często stosowana przez producentów sosów, przypraw oraz gotowej żywności, gdyż syntetyczna kapsaicyna jest znacznie tańsza od sproszkowanej papryki chili. Produkcja żywności z użyciem czystej kapsaicyny wymaga jednak bardzo drobiazgowej kontroli jej dozowania.

Kapsaicyna zawarta w żywności w niewielkich dawkach pobudza trawienie i "rozgrzewa" organizm, w większych dawkach może jednak powodować uszkodzenia wątroby.

Kapsaicyna i jej pochodne nie są rozpuszczalne w wodzie, lecz tylko w alkoholu i tłuszczach. Ze względu na to, że większość ostrych potraw zawdzięcza swój pikantny smak kapsaicynoidom, próby uśmierzenia uczucia pieczenia po ich spożyciu przy pomocy płynów lub płukania jamy ustnej wodą mogą przynieść zupełnie odwrotny skutek niż pożądany przenosząc kapsaicynę po dłuższym odcinku przewodu pokarmowego. Znacznie lepsze rezultaty uśmierzające można uzyskać przez płukanie ust dowolnym, ciekłym tłuszczem roślinnym lub wypicie szklanki tłustego mleka. Dobre rezultaty przynosi też lizanie lodów. Alkohol, ze względu na swoje rozpuszczające właściwości, okazuje się również skuteczny.

W 2007 firma Blair's Death Sauces w ramach eksperymentu wypuściła na rynek czystą kapsaicynę w buteleczce o objętości 1 ml. Wyprodukowano zaledwie 999 egzemplarzy produktu Blair's 16 Million Reserve[2] (w całości wyprzedany). Pod żadnym pozorem nie powinien być on spożywany, a nawet otwierany - jeśli już, to tylko w specjalnych rękawicach i goglach ochronnych. Może on zabić astmatyków i być bardzo niebezpieczny przy kontakcie z wrażliwymi częściami ciała. W skali Scoville'a ma ona 16 milionów SHU (dla porównania: klasyczny sos tabasco ma 2500-5000 SHU)

Kapsaicyna jest stosowana jako lek przeciwbólowy i rozgrzewający, stosowany zewnętrznie - głównie w balsamach i maściach zmniejszających ból stawów i mięśni. Zwykle jest ona dodawana do specyfików w formie ekstraktu z papryki chili (capsic. oleo. res.).

Obecnie odkryto zastosowanie tej substancji w leczeniu nowotworów. Naukowcy z Nottingham University wykazali, że kapsaicyna pobudza komórki nowotworowe do samozniszczenia (apoptozy), atakując ich mitochondria, które odpowiadają za wytwarzanie energii. Także inne spokrewnione z kapsaicyną związki - tak zwane wanilloidy - potrafią specyficznie wiązać się z komórkami nowotworowymi, nie uszkadzając zdrowych. Broń chemiczna

Kapsaicyna jest stosowana w niezabijającej broni chemicznej - rozmaitych aerozolach i proszkach (tzw. gaz pieprzowy) służących do rozganiania tłumów lub samoobrony. Toksyczność

W dużych stężeniach kapsaicyna jest śmiertelną trucizną. Symptomy przedawkowania to kłopoty z oddychaniem, sina skóra i konwulsje. Naturalnie występujące stężenia tego związku w ostrych przyprawach i żywności są jednak znacznie poniżej granicznej dawki śmiertelnej. Zbyt wysokie stężenie tego związku w żywności powoduje taką jego pikantność, że uniemożliwia to jej spożycie przez większość ludzi. Powoduje to, że przypadki zatruć kapsaicyną są niezmiernie rzadkie.

Dawka śmiertelna kapsaicyny, wg różnych źródeł, wynosi od 56 do 512 mg/kg. Przyjmując najniższą z tych wartości, można łatwo obliczyć, że do uśmiercenia przeciętnego, dorosłego człowieka potrzeba byłoby co najmniej 3,5 g tego związku, podczas gdy już 1-2 mg w 1 kg żywności nadaje jej intensywną pikantność.

Opis zdjęcia, a w nim ważne dla nas słowa kluczowe

Uczucie palenia i bólu związane ze spożywaniem kapsaicyny wynika z jej bezpośredniej interakcji z neuronami układu nerwowego. Kapsaicyna, będąca jednym z alkaloidów z grupy wanilinoidów, łączy się receptorem wanilinoidowym podtypu 1 (VR1), który pełni funkcję transmembranowego kanału jonowego neuronów. VR1, który jest zwykle stymulowany przez ciepło lub mechaniczne uszkodzenie ciała, umożliwia kationom sodu i potasu przenikanie przez błonę komórkową do wnętrza komórek. Skutkuje to tzw. depolaryzacją synaps i wysyłaniem przez układ nerwowy fali sygnałów do mózgu, które są odbierane jako wrażenie ciepła i bólu. Przyłączenie cząsteczek kapsaicyny do receptorów VR1 skutkuje podobnym ich uruchomieniem, jak ma to miejsce w czasie spożywania zbyt gorących potraw.

Kapsaicyna nie powoduje jednak żadnych trwałych uszkodzeń tkanek - pobudza tylko komórki nerwowe w dokładnie ten sam sposób, jak rzeczywiste uszkodzenia tkanek na skutek urazu mechanicznego lub poparzenia. Jej działanie toksyczne w zbyt dużych dawkach wynika tylko z nadmiernego porażania układu nerwowego i zakłócania jego normalnego funkcjonowania.

Wikipedia